Plusy i minusy po meczu z Lechem
31.03.2025 (16:00) | Jan Feliszek | skomentuj (0)
Wrocławianie podtrzymali dobrą formę po przerwie reprezentacyjnej i rozbili przed własną publicznością Lecha Poznań 3:1. Jakie są plusy i minusy po tym spotkaniu?
Dobre wejście w mecz.
To kolejny raz w tym roku, a drugi z rzędu, kiedy piłkarze Śląska zdobywają bramkę w pierwszym kwadransie meczu. Wrocławianie od początku spotkania chcieli zaznaczyć swoją dobrą dyspozycję i szybko objąć prowadzenie. Ponownie im się to udało, a ponadto gra również była przyjemna dla oka. Szybko strzelony gol pozwolił rozbudzić apetyty kibiców zgromadzonych na Tarczyński Arenie i jeszcze bardziej zachęcic wrocławskich piłkarzy do atakowania, ale jasno trzeba zaznaczyć, że sobotniego wieczora im tego nie brakowało.
Bardzo dobry występ defensywy.
Na osobne słowa uznania zasługuje formacja defensywna Śląska Wrocław za sobotni mecz z Lechem. Duet Szota - Petkow idealnie się uzupełniał, a Bułgar zaliczył udany powrót do wyjściowej jedenastki. Polski stoper zagrał świetne spotkanie na każdej płaszczyźnie, dobrze radził sobie w poczynaniach obronnych, jak i dokładał swoje cegiełki w akcjach ofensywnych. Godny zapamiętania jest pressing założony na piłkarzu Lecha przy jego polu karnym, który zakończył się odbiorem piłki i zagrożeniem bramkowym. Oprócz tego z każdym kolejnym meczem wydaje się rosnąć i staje się kluczowym elementem w układance słoweńskiego szkoleniowca. Nie wypada przejść obojętnie obok świetnych interwencji Rafała Leszczyńskiego, które uniemożliwiły Lechowi szybkie odrobienie strat.
Sporo dobrych podań, masa niewidocznej na pierwszy rzut oka pracy i dużo walki. Człowiek, który był ostoją naszej defensywy @szota17 - cichy bohater #ŚLĄLPO pic.twitter.com/sC6NCKODYr
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) March 30, 2025
Liczby i dominacja ofensywie.
Śląsk wreszcie stwarza sporo zagrożenia pod bramką rywali, a do tego jest skuteczny. Trzy bramki strzelone Lechowi, jeszcze kilka miesięcy temu, byłoby to nie do pomyślenia. Teraz gracze Kolejorza, mogą się cieszyć, że wrocławianie skończyli tylko na tylu trafieniach, bo na dobrą sprawę mogło być ich jeszcze więcej. W pierwszej połowie spotkanie miało wyrównany charakter, ale druga odsłona, z wyjątkiem jednej niecelnej próby Alfonso Sousy, to całkowita dominacja graczy Ante Simundzy. Miejscowi za wszelką cenę chcieli wrócić na prowadzenie, a jak się im to udało, to nie cofnęli się do obrony, tylko szukali kolejnych zdobyczy bramkowych. Właśnie za taką grę, należy ich chwalić.
Słabszy występ Samca - Talara.
Jedynym drobnym minusikiem po tym spotkaniu, jest słabszy mecz w wykonaniu Piotra Samca - Talara. Skrzydłowy Śląska, mimo iż był zamieszany w zdobycie pierwszej bramki przez wrocławian, to często nie podejmował dobrych decyzji. Notował sporo łatwych strat, bądź niedokładnych zagrań. Przełożyło sie to, na zmianę już po pierwszej połowie, a w jego miejsce zameldował się Mateusz Żukowski, który widocznie ożywił grę z prawej strony boiska.
Samiec-Talar nie grał, na poziomie którego od niego oczekiwałem i jest to dla niego lekcja.
- Ante Simundza na konferencji prasowej po meczu z Lechem.
[REKLAMA]
Koncert Hamlawiego dla wrocławskiej publiczności.
Wydarzeniem meczu niewątpliwie jest kolejny popis strzelecki w wykonaniu Assada Al Hamlawiego. Zanotował czwarty mecz z rzędu z przynajmniej jednym trafieniem, a do tego zaliczył również swój pierwszy dublet w Ekstraklasie. Palestyńczyk to wszystko zrobił przy ponad 33 tysiącach kibiców zgromadzonych na trybunach, którzy tego wieczora dodali wrocławskim piłkarzom skrzydeł potrzebnych do odniesienia czwartego zwycięstwa w tym sezonie. Śląsk wreszcie ma bramkostrzelnego napastnika, a Wrocław ponownie wierzy w utrzymanie swojego klubu, co jasno pokazuje frekwencja na sobotnim meczu.