Były gracz Śląska zakończył karierę!

03.04.2025 (06:00) | Jan Pindral | skomentuj (0)

Ryota Morioka w wieku 33 lat postanowił zawieisć buty na kołku. W Śląsku nie rozegrał nawet dwóch pełnych sezonów, ale swoją grą rozkochał kibiców, którzy na długo będą go pamiętać.

Swoją profesjonalną karierę rozpoczął w japońskim Kumiyama HS, ale szybko przeniósł się do silniejszego Vissel Kobe. Tam dynamicznie się rozwijał, a jego najlepszym sezonem bez wątpienia był rok 2014. W 34 występach zdobył 4 bramki i zanotował aż 10 asyst. Mimo świetnych występów zaczął jednak otrzymywać coraz mniej minut na boisku,
co skłoniło go do podjęcia decyzji o transferze za granicę.

[REKLAMA]

Do Śląska dołączył w połowie sezonu 2015/16 jako wolny zawodnik, podpisując 3,5-letni kontrakt. Szybko wkomponował się w zespół i od początku znacząco wpłynął na poprawę gry Wojskowych. Na swojego pierwszego gola w nowych barwach musiał jednak poczekać do meczu z Lechem Poznań – na stadionie przy Bułgarskiej zdobył jedyną bramkę spotkania, zapewniając Trójkolorowym cenne zwycięstwo. To trafienie dodało mu pewności siebie, bo do końca sezonu imponował formą, kończąc rozgrywki z 7 golami i 2 asystami. W krótkim czasie stał się jednym z kluczowych zawodników Śląska.

Mimo zainteresowania ze strony innych klubów postanowił pozostać we Wrocławiu. W poprzednim sezonie ustawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, gdyż oczekiwania kibiców względem niego były ogromne. Choć drużyna nie zawsze prezentowała równą formę, on sam błyszczał na boiskach Ekstraklasy. Aż trzykrotnie udało mu się zdobyć dublet – w meczach z Górnikiem Łęczna (3:2), Wisłą Kraków (1:5) i Ruchem Chorzów (6:0). Natomiast w wygranym spotkaniu z Arką Gdynia (4:1) popisał się aż trzema asystami. Ostatecznie zakończył sezon z dorobkiem 8 goli i 9 asyst w 38 występach.

Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Morioka wyraźnie przewyższał poziomem nie tylko swój zespół, ale i całą ligę. Latem zdecydował się na transfer do belgijskiego Waasland-Beveren za niespełna 300 tysięcy euro.

Jego świetna forma w Beneluksie sprawiła, że stał się bohaterem transferu wartego aż 2,5 miliona euro do słynnego Anderlechtu. Tam jednak nie zdołał się przebić i wielokrotnie był wypożyczany do ligowego rywala – R Charleroi SC,
do którego ostatecznie dołączył na stałe w sezonie 2019/20.

[REKLAMA]

W barwach Charleroi spędził aż pięć lat i, podobnie jak wcześniej w Śląsku, zachwycał kibiców swoją grą. Po zakończeniu tego etapu kariery wrócił do Japonii, do Vissel Kobe, lecz po zaledwie pół roku – 31 marca – ogłosił zakończenie kariery. Łącznie rozegrał 430 spotkań, zdobył 77 bramek i zaliczył 86 asyst.

[REKLAMA]